Australia to raj na ziemi – ale jak każdy raj, ma swoje niespodzianki. Niektóre są zabawne, inne frustrujące, a jeszcze inne... no cóż, po prostu dziwne. Dzielę się tym, co najbardziej mnie zaskoczyło podczas sześciu tygodni na wschodnim wybrzeżu.
1. Kawa kosztuje więcej niż posiłek (i to nie żart)
Pierwsza rzecz, którą zauważysz po wylądowaniu w Australii? Ceny kawy. Flat white za 5-6 dolarów australijskich (około 15-18 zł) to norma. I nie mówimy tu o jakiejś wystawnej kawiarni w centrum Sydney – to zwykła cena w każdej miejscówce.
Co ciekawe, za te pieniądze możesz zjeść całkiem przyzwoity posiłek w food courcie. Ale Australijczycy są maniakami kawy i dla nich to po prostu część codziennej rutyny. Ja? Po tygodniu przeszłam na herbatę. 😅
Porada praktyczna:
Jeśli jesteś kafoholikiem, zainwestuj w termos i rób kawę w hostelu/AirBnB. Zaoszczędzisz fortunę!
2. Kangury NIE są urocze (i lepiej trzymać dystans)
Wszyscy wiedzą, że w Australii są kangury. Ale nikt Ci nie powie, że potrafią być... agresywne. I że czasami wyglądają bardziej jak umięśnieni gangsterzy niż słodkie maskotki.
Pierwsze spotkanie miałam na campingu w Grampians. Obudziłam się rano, wyszłam z namiotu i... stał. Wielki, napakowany kangur, który patrzył na mnie jak "co ty tu robisz?". Miał jakieś 2 metry wzrostu i wyglądał, jakby chodził na siłownię.
Oczywiście, większość kangurów jest spokojna i ucieka na Twój widok. Ale jeśli trafisz na dużego samca w okresie godowym lub na samicę z młodym – lepiej daj im przestrzeń.
3. Sklepy zamykają się o 17:00 (nawet w sobotę)
To był szok kulturowy numer jeden. W Polsce przyzwyczaiłam się, że sklepy są otwarte do 21:00, 22:00, czasem całą dobę. W Australii? O 17:00 w sobotę większość sklepów już ZAMKNIĘTA.
Pamiętam, jak w Melbourne planowałam sobie spokojne zakupy po południu. Było 16:45, myślę "ok, zdążę". Wchodzę do centrum handlowego, a tam już zaczynają opuszczać rolety. Pracownicy pakują się do domów. Niedziela? Zapomnij – większość miejsc jest zamknięta lub pracuje tylko do południa.
Work-life balance w Australii to nie mit – to sposób życia. I czasem oznacza, że zostaniesz bez kolacji, bo sklep już zamknięty.
– Moja bolesna nauka
4. Internet mobilny jest DROGI (i nie zawsze działa)
W Polsce mamy jeden z najtańszych internetów w Europie. W Australii? Przygotuj się na szok cenowy. Karta SIM z danymi mobilnymi to wydatek rzędu 30-50 dolarów australijskich (90-150 zł) na miesiąc – i to za podstawowy pakiet.
Co gorsza, zasięg jest... nierówny. W Sydney, Melbourne, Brisbane – okej. Ale jak już wybierzesz się na Great Ocean Road lub w głąb lądu? Zapomnij. Brak zasięgu, brak Google Maps, brak kontaktu ze światem.
- Kup kartę z dużym pakietem danych przed wyjazdem
- Pobierz mapy offline (Google Maps ma taką opcję)
- Zapisz adresy noclegów i ważne informacje offline
- Zawsze miej plan B – papierową mapę lub atlas
5. Wszystko próbuje Cię zabić (no, prawie)
Wiem, wiem, to mit. Ale... jest w nim ziarno prawdy. Australia ma więcej jadowitych stworzeń niż jakikolwiek inny kontynent. I nie mówię tylko o pająkach wielkości talerza (choć i takie widziałam).
Są tu:
- Węże (11 z 12 najbardziej jadowitych na świecie)
- Pająki (huntsman spiders, redback spiders, funnel-web spiders)
- Meduzy (box jellyfish może Cię zabić w 3 minuty)
- Krokodyle (w północnej części, ale jednak)
- Rekiny (choć ataki są rzadkie)
- I nawet ślimaki morskie – konus geograficzny może być śmiertelny
Brzmi strasznie? W praktyce – jeśli zachowasz zdrowy rozsądek, nic Ci nie grozi. Nie chodź boso w trawie, sprawdzaj buty przed założeniem, unikaj pływania w miejscach z ostrzeżeniami i tyle. Australijczycy jakoś przeżywają. 😄
Podsumowanie
Czy te niespodzianki zepsuły mi podróż? Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie – dzięki nim Australia stała się jeszcze bardziej fascynująca. To kraj pełen kontrastów: droga kawa, ale przepiękne plaże za darmo. Sklepy zamykają się wcześnie, ale za to życie toczy się wolniej i bardziej świadomie.
Każde z tych "zaskoczeniem" nauczyło mnie czegoś – elastyczności, planowania z wyprzedzeniem, szacunku dla natury. I dało masę historii do opowiadania przy kolacji. 😊
A Ty? Jakie niespodzianki spotkały Cię podczas podróży? Daj znać w komentarzach!